Czy wolno oszczędzać na dzieciach? Ja dziś zaoszczędziłam 325zł :)

Konkurs na Blog Roku 2015

To ostatni dzwonek, aby uniknąć sierpniowego załamania nerwowego przy zakupach podręczników do szkoły. Moje dziecko od kilku lat samo organizuje sobie podręczniki używane. Mam to szczęście, a może ten pech, że:

1. Jest ostatnim rocznikiem idącym starym programem, czyli może jeszcze kupić używane książki od starszych kolegów

2. Jest ostatnim rocznikiem idącym starym programem, więc nie może odsprzedać swoich podręczników młodszym kolegom. Poza tym w gimnazjum od nowego roku dla pierwszych klas wchodzą podręczniki bezpłatne.

Do rzeczy. Dziś moje dziecko przytargało ze szkoły 19 podręczników w tym 4 szt. ćwiczeń, które i tak muszę kupić nowe oraz książkę do religii, na którą nie chodzi. Za całość zapłaciła 58 zł. Zliczyłam, jaką kwotę musiałabym wydać we wrześniu (średnie ceny z księgarni) bez religii. Jest to kwota 485 zł. Ćwiczenia, które muszę dokupić będą  mnie kosztowały 107 zł. Reasumując. Na książki dla mojego dziecka do II klasy wydam 107 zł + 58 zł, które już wydałam, czyli 165 zł. Zaoszczędziłam tym samym 325  zł. Mam tylko jedno dziecko w wieku szkolnym. Ale przy dwójce lub trójce kwota rośnie.

 

Korzystając z tego, że poruszyłam tematykę książek oraz oszczędzania, na prośbę mojej koleżanki opowiem historię zakupu książek przez moje dziecko w jedynej w moim mieście księgarni. Księgarnia od pewnego czasu należy do sieci Dom Książki. Od wielu, wielu lat, właściwie odkąd pamiętam pracują w niej te same panie. Moje dziecko jest zafascynowane literaturą fantastyczną, czego nie podzielają jej znajomi. Wobec czego nie może się wymieniać książkami z kolegami a nasze biblioteki nie mają w swoich zbiorach nowości, które ona pochłania, jak powietrze. Któregoś dnia, będąc ze mną w Warszawie, kupiła sobie książkę autorki, której wcześniej nie znała. Książkę wchłonęła właściwie za jednym posiedzeniem i stwierdziła, że musi mieć wszystkie książki tej pisarki. Ponieważ ma swoje oszczędności, więc…. cel słuszny, niech wydaje. Okazało się, że Dom Książki akurat na te pozycje ma promocję, więc moje dziecię pojechało do naszej miejscowej księgarni i zamówiło…..7 pozycji. Pani obiecała jej, że jak książki się pojawią, to wyśle do niej wiadomość SMS.

Wysłała.

-Mamo.. a jeśli ja biorę tyle książek, to może powinnam dostać jakiś rabat? (Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że Dom Książki na te pozycje miał promocję).

Myśląc marketingowo i sprzedażowo i edukacyjnie pod kątem zachęcenia młodzież do czytania, właściwie powinna coś dostać. Koleżanka powiedziała mi, że ona w Domu Książki ma kartę lojalnościową, na którą zbiera „złotówki” za każdą zakupioną książkę. Wiedziałam, że moje dziecko raczej nie upomni się  o swoje, więc postanowiłam z nią pojechać. Pani przytargała zamówione książki.Każda z nim ma około 500 stron, wyglądało to imponująco. Ja stałam z boku i przyglądałam się, jak moje dziecko załatwia całą transakcję. Najpierw spytała, ile one kosztują. Pani podała cenę standardową a nie tą, która była podana na stronie internetowej. Wkroczyłam do akcji, żeby wyjaśnić tą kwestię. Okazało się, że cena byłaby o 15% niższa, gdybyśmy te książki zamówiły w internecie i odebrały w tej księgarni. A że skorzystałyśmy z uprzejmości Pani, która wyklikała zamówienie, więc rabat 15% nam się nie należy. Cóż… niedopatrzenie mojej córki, jeszcze musi się dużo nauczyć, czytając hasełka małym druczkiem ;).

Więc zapytałam Panią o kartę lojalnościową. Pani niezbyt uprzejmie odpowiedziała:

-No ale to trzeba dużo czytać, trzeba dużo kupować.

Sobie myślę….7 książek…..przeciętny Polak w ciągu roku nie przeczytał jednej całej pozycji…..to skoro 7 książek to nie jest dużo, to ile muszą czytać nasi mieszkańcy? I dlaczego w tym mieście jest tylko jedna księgarnia? Nie odpuszczałam…..

-7 książek to według Pani nie jest dużo?

-Ale to najpierw trzeba zrobić zakupy za 50zł i dopiero można wystawić taką kartę.

– Czy to znaczy, że mam kupić tylko 2 pozycje z tych zamówionych i wrócić do Pani za 2 godziny po następne i wtedy uzna Pani to za zakup, który może podlegać pod wydanie karty lojalnościowej? (Szczerze mówiąc miałam ochotę zostawić ją z tymi wszystkimi zamówionymi książkami i niech szuka sobie na nie kupca.)

Pani zorientowała się chyba, że nie odpuszczę i postanowiła łaskawie udać się na zaplecze, gdzie długooo szukała karty. W tym czasie już kilka osób zdążyło zrezygnować z zakupów opuszczając księgarnię.  Wystawiła kartę i za 5 z 7 książek został nam naliczony rabat i nabity na kartę.

Gdzie nie pójdę, tam po byle zakupie pytają mnie, czy mam kartę lojalnościową, portfel mi się od nich nie zamykał, więc część odłożyłam. Zwykle nie mam przy sobie tych, które akurat by się przydały. Ale niech dzieciak się uczy, niech ta księgarnia ma nowego, stałego klienta. Wydawać by się mogło logiczne, ale nie dla wszystkich. Pozdrawiam Panią z miejscowej księgarni.

Marty książki

 

4 Comments on Czy wolno oszczędzać na dzieciach? Ja dziś zaoszczędziłam 325zł :)

  1. Świetny przykład działań anty-lojalnościowych;-) Zarobki pani z księgarni najwyraźniej nie zależą od wyników sprzedaży. Swoją drogą, może warto przesłać ten tekst od działu obsługi klienta tej sieci? Takimi małymi rzeczami możemy wpływać na naszą codzienność.

    • Dziękuję za opinię. Właściwie mogłabym „uprzejmie donieść”, ale gdzieś tam w głębi duszy mam nadzieję, że ten post trafi do tej Pani z tej księgarni, bo w mojej miejscowości jest tylko jedna a kilkoro znajomych jednak czyta te wpisy :).

  2. Bardzo fajny artykuł – dużo o tym jak oszczędzać na książkach też tuhttp://jakzarabiacjakoszczedzac.blogspot.com/2016/02/jak-oszczedzac-na-ksiazkach.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*