Pożegnanie z Livioon

Konkurs na Blog Roku 2015

Zapewne już wiesz, że moja przygoda z Livioon dobiegła końca. Zdaję sobie sprawę, że czytając ten wpis szukasz odpowiedzi na pytanie: Dlaczego? Co się stało?

A więc na wstępie odpowiem Ci na pytanie, że właściwie nic się nie stało.

Moje odejście związane jest ze mną, z moimi przekonaniami, moimi wartościami, a już szczególnie z moimi ludźmi, za których odpowiadam.

Do Livioon przyszłam, aby zrealizować swój plan związany z wyprowadzeniem się na stałe na Majorkę. Precyzyjnie wytyczony cel, co do miejsca i czasu. Wyliczone koszty związane z całą procedurą, zaplanowane na określonym poziomie finansowanie życia w tamtym miejscu. Sprawdzone wszystkie za i przeciw. To nie był pomysł „od czapy”. To była wielotygodniowa analiza.  Teoretycznie wszystko się spinało. Ale to był już cel, nie marzenie. A więc w jego realizację trzeba było włożyć duży wysiłek oraz zainwestować ogrom czasu. Tak właśnie realizuje się cele. Livioon wydawał się idealnym narzędziem, które miało zrealizować nasze plany.

Szybko nauczyłam się, że MLM, bo w takim obszarze działania osadzona jest firma Livioon, to biznes oparty na relacjach. Przynajmniej ja w ten sposób chciałam go robić. Nie interesowała mnie sprzedaż bezpośrednia. Chciałam realnie pomagać ludziom i budować struktury konsumencko-sprzedażowe oparte na prawdzie, wartościach i zasadach. Szybko odkryłam w sobie misję, jaką chciałam tu spełnić.

Jestem kobietą, matką, partnerką. Każda z nas marzy:

– o lepszym życiu,

-o większej ilości czasu dla siebie, dla dzieci,

-o lepszych zarobkach,

-o możliwości porzucenia pracy w korporacjach i na etatach.

To było moje drugie odkrycie, które dawało mi energię do działania. Wiedziałam, że jeśli pomogę jak największej liczbie kobiet wyrwać się z codzienności, zmienić nastawienie do nudnego życia, wnieść w nich nadzieję na lepsze jutro, to będzie mi łatwiej zrealizować swój osobisty cel. Bo taka jest główna zasada w MLM. Pomóż jak największej liczbie osób osiągnąć zadowolenie finansowe, a konsekwencją tego będzie Twój osobisty sukces finansowy. I tak działałam.

Spotkanie za spotkanie, prezentacje, webinary, analizy, posty. Opowiadałam o swoim wielkim marzeniu. Ludzie utożsamiali moje marzenie z możliwościami, jakie im osobiście daje Livioon.

W realizacji celów ważna jest kontrola.

Dałam sobie 9 miesięcy na zbudowanie swojego Livioonowego imperium. Co miesiąc kolejne sukcesy, kolejne awanse, kolejne nagrody. Niesamowite tempo przy realizacji planu zakładającego minimalną inwestycję w biznes poszczególnych osób, które dołączały. Ponad 90% osób w zespole dołączyła inwestując jedynie 150zł. Jak na swój własny biznes to żadne pieniądze, ale wierzyłam, że te 150zł,  dają ogromne możliwości. W kolejnych miesiącach kolejne awanse, już nie tylko moje. Działałam zgodnie z założeniem, aby pomagać ludziom na dole. Okazało się, że większą radość sprawia, jak widzisz swoich partnerów z zespołu, którzy odbierają nagrody, niż swoje własne puchary i dyplomy. Zespół piął się ku górze.

Naturalnie, bez zbędnych zakupów, bez inwestycji, bez szaleństwa wydawanych pieniędzy. Byłam zaślepiona pasmem sukcesów i kolejnych awansów. Zarobki powiązane z nagrodami z miesiąca na miesiąc szły do góry. Patrząc na nie pod kątem wypracowanego dochodu pasywnego i porównując do przeciętnych zarobków osób pracujących po 8 godzin dziennie wyglądało to całkiem nieźle.

Ale przyszedł czas podsumowania 9 miesięcy pracy. Spojrzenia wstecz, podliczenia kosztów tego biznesu, którym głównie był czas oraz koszty podróży. I tu nastąpiło przebudzenie. Bez wiedzy, bez szkoleń, bez doświadczenia, bez know how nie jestem w stanie zaprowadzić swoich partnerów w miejsce, które dawałoby im stabilny dochód pasywny na poziomie zaspakajającym ich wszystkie potrzeby na poziomie wyższym niż „podstawowy”. Nie umiem tego zrobić. Wiem, że mało kto jest w stanie zaangażować się aż do takiego stopnia, jak ja. Więc jego efekty będą relatywnie mniejsze. Mogę im zapewnić jedynie „przeciętność”. Sprawdziłam to wyliczając prowizję poszczególnych osób w zespole. Załamałam się, bo nie to im obiecywałam. To, że sama tego dokładnie i wnikliwie nie sprawdziłam wcale mnie nie usprawiedliwia. Ja chciałam dać ludziom szczęście, stabilność, szansę na realizację ich marzeń. Ale teraz sama przestałam w to wierzyć. Myślałam, że może się mylę, może coś źle interpretuję, może nie rozumiem. Rozmowa „z górą” tylko pogorszyła sytuację i potwierdziła, że podejmuję słuszną decyzję. Często godzimy się na sytuację lub akceptujemy określone zachowania dla przysłowiowego “świętego spokoju”. “Przymykamy oko”, żeby inni myśleli wyłącznie pozytywnie. Stajemy się nieszczerzy wobec samych siebie aż do czasu, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że wpadliśmy w swoje własne sidła.

Czy w związku z tym ta firma jest zła? NIE! Ta firma jest dobra, ale ja mam za wysokie cele i misję do wypełnienia, których tu nie osiągnę.

Wiem, że mogłabym zacząć od nowa, zmienić podejście do pakietów, ale to nie jest zgodne z moimi wartościami. Dlatego właśnie podjęłam jedną z trudniejszych decyzji o zaprzestaniu współpracy z Livioon.

Dziękuję tym samym wszystkim osobom, które spotkałam na swojej Livioonowej drodze. Dzięki Wam zakochałam się w MLM i wiem, że ten system zaprowadzi mnie do mojego celu. Wiem, że moja misja związana polepszeniem sytuacji życiowej wielu kobiet zostanie wypełniona. Potrzebuję tylko odpowiednich narzędzi, ludzi z doświadczeniem w MLM, którzy już osiągnęli to, co dopiero przede mną oraz jasnych zasad współpracy na wszystkich szczeblach działalności firmy.

Całemu zespołowi Livioon życzę wielu sukcesów. Mam nadzieję, że moje odejście wpłynie wyłącznie pozytywnie na jakość waszej pracy z Livioon. Podjęcie takiej decyzji przy osiąganiu jednych z najlepszych wyników w firmie nie było czymś łatwym ale mając swoje zasady i wartości wierzę, że każdy podjąłby taką decyzję:) Dziękuję raz jeszcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*