przepis: fusy z kawy, sól morska, olejek migdałowy

Konkurs na Blog Roku 2015

Cytat z Lejdis:

– Ja na przykład mam wszystko w dupie i to z każdym dniem więcej i dlatego muszę sobie coraz większy rozmiar kiecek kupować.
– To jeszcze nic ja ekstraduję cellulit z powietrza. Mój organizm jest w stanie wyłapać z powietrza niezbędne cellulitowi do życia tłuszcze i zamienić je w tłustą okładzinę.
– Przecież Ty jesteś chuda jak szczapa.
– Gdzie tam kochana! Cellulitu nie mam chyba tylko pod oczami aktualnie.

 

A więc dziś będzie o naszym (mam) najwierniejszym przyjacielu, którym jest cellulit. Mam to szczęście, że też mam takiego wiernego przyjaciela. Mam również to nieszczęście, że jestem mocno sceptycznie nastawiona do wszelkich cudownych środków szeroko reklamowanych od tv poprzez prasę a na internecie skończywszy. Gdzieś tam po środku są jeszcze Panie konsultantki z różnych firm produkujących chemiczne cuda. A cellulit jak był tak jest i pewnie będzie.

Niestety gdzieś usłyszałam, że cellulit jest niezbywalnym dobrem i szkoda na niego kasy oraz czasu.

Przychodzi jednak taki czas, że człowiek chce się na własnej skórze przekonać, ile w plotce jest prawdy. A więc ja będę się przekonywać za pomocą następującego zestawu: ćwiczenia przynajmniej 3 razy w tygodniu, zwiększona ilość wody do picia, masaż domowy chińską bańką oraz piling z kawy, soli morskiej i olejku. Staram się jeść w miarę zdrowo, więc tu zmian nie będzie.

I teraz pytanie do Was drogie mamy. Czy któraś z Was wygrała chociaż połowicznie walkę z tym tyranem? Jak do tego doszłyście i ile czasu utrzymywał się efekt?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*